Blog Fryderyka

Nie dajcie się zwariować

Helscy wczasowicze kaszlą i kichają. Prawie wszyscy. W Sopocie to samo i w Gdyni. Rzuciło mi się to w oczy, bo nigdy społeczeństwo nie było tak rozkichane, a już napewno nie latem. Podobno od pogody. Ale pogoda jest ładna, taka jak powinna być latem, choć wieczory i ranki bywają chłodne. Czemu tak masowo ludzie chorują? Przede wszystkim dlatego, że żyli w izolacji, odcięci maseczkami od świata. Zmuszano ich do nienaturalnych zachowań, rozleniwiając ich system odpornościowy.

Czy wiecie jak można „załatwić” dziecko, powodując, że będzie chorowite, podatne na infekcje i alergeny? Najlepiej w tym celu zamknąć go w sterylnym pomieszczeniu, chuchać – dmuchać i nie pozwolić niczego dotykać. Jeszcze lepiej nie karmić niemowlęcia piersią. Wszystko razem spowoduje, że jako rodzice, wydamy fortunę na lekarzy, którzy dobiją młode organizmy antybiotykami i sterydami.

Będziemy teraz doświadczać wirusowych fal, jedna za drugą, aż odbudujemy odporność stadną. Bo należy pamiętać, że „od pogody”, nie da się zachorować. Mamy XXI wiek, a ludzie wciąż myślą, że można się przeziębić od chłodu lub zamarznięcia. Jest wprost przeciwnie. Chłód może poprawić działanie układu odpornościowego, na przykład chodzenie po plaży, ziemi, trawie, niezależnie od temperatury na zewnątrz. Witaminy C oraz D również poprawiają naszą zdolność do obrony przed infekcjami. I cynk, i magnez, i cała reszta witamin z grupy B. Trzeba o tym koniecznie pamiętać.

Tak więc chłód, nie niesie ze sobą wirusów i bakterii, a to tylko one wywołują przeziębienia. Ponad 200 wirusów krąży obok nas od momentu poczęcia, do śmierci. I odcinanie się od nich niczego nie daje. To co należy robić, to dbać o odporność: zdrowo się odżywiać, zadbać o kondycję fizyczną i mentalną, uziemiać się i stosować refleksologię. Bo ona prowadzi do homeostazy, za każdym razem.

Co należy robić? Najlepiej zacząć od refleksów jelit, by pobudzić układ pokarmowy do wchłaniania niezbędnych substancji i wydalania tych niepotrzebnych. Pobudzanie jelit uaktywnia też nasz układ odpornościowy i przebudza układ nerwowy. Bo jelita to drugi mózg, a mózg to centrum dowodzenia. Potem najlepiej przejść na obszar refleksologiczny wątroby, który należy pobudzić, tym samym zwiększając metabolizm. Energetycznie uaktywni to splot słoneczny i ogrzeje nasze ciało, spalając to, co nam szkodzi. Następnie pobudzimy receptor wyrostka robaczkowego. Jest to mały strażnik układu odpornościowego, produkujący mnóstwo żołnierzy walczących z patogenami. Następnie musimy rozmasować do góry, obszar śledziony i później grasicy, pamiętając że jej punkty refleksologiczne na stopach znajdują się w kilku miejscach. Czemu? Bo taka jej natura. Sam organ migruje do okolicznych węzłów chłonnych i wraz z wiekiem, powoli zanika. Później dobrze jest doładować przysadkę i później nadnercza oraz tarczycę. Czemu w tej kolejności? Bo tak działa nasz organizm. To przysadka wysyła komendy innym gruczołom poprzez hormony. Na koniec należy pobudzić dwa układy: limfatyczny i krwionośny. Niech rozprowadzą to co należy, po całym organizmie. Wtajemniczeni mogą dodać wisienkę na torcie w postaci sesji energetycznej.

Jest środek lata. Energia słońca ma największą moc. Dobrze jest wystawić się na jego działanie każdego dnia, na dwadzieścia minut bez żadnych barier ochronnych. W tym samym czasie można się uziemiać, spacerując na boso i będąc tak rozebranymi, na ile możemy sobie pozwolić, nie narażając się na aresztowanie lub nieprzyjemności. Słońce ma wielką moc i oczyszcza najsilniej. Szamani mogą też skorzystać z energii księżyca i wody. Ta chłodna energia kobieca, obmywa subtelniej, prowadząc do głębokiego rozluznienia. A to również wpływa dobrze na naszą kondycję.

Najgorzej jest siedzieć w domach i się bać. Najgorzej dusić się w maskach i przyłbicach. Najgorzej nie móc dotknąć drugiego człowieka i traktować innych jak wrogów albo jak duchy z upiornego horroru. Najgorzej się ciągle bać i nie żyć przez te wszystkie lęki, albo żyć jak zombie, gdzieś pomiędzy walką o papier toaletowy a pielegnowaniem traum przez odbiornikiem telewizyjnym, w którym nieuczciwi dziennikarze sączą sfabrykowane newsy. Ludzie od tego chorują psychicznie. Tak wiele osób odebrało sobie życie, bo nie wytrzymało napięcia…

Choroba jest stanem przejściowym, czymś normalnym jak deszcz, burza, czasami huragan. Nawet najzdrowsze organizmy czasami chorują. Nie można tego demonizować. Nie aż tak, jak ostatnio. Boli mnie, że dziennikarze znów zaczynają siać jad, rozkoszując się ludzkimi lekami, które wywołują. Najlepszym co możemy zrobić, to przestać klikać, słuchać i oglądać. Niech znajdą się na pustyni, samotni i bez widzów.

A jeśli już ktoś zachoruje, to niech się leczy. Nie czekajmy dziesięciu dni, aż infekcja się rozwinie, bo to najmniej rozsądne rozwiązanie. Ciągle zachodzę w głowę, jak lekarze XXI wieku mogli nakazywać ludziom, zamiast leczyć choroby, pielęgnować je i doprowadzać do ich rozwoju, do stanu ciężkiego, do śmierci… Jeśli to głupota… a jeśli nie? Jeśli to celowe, to bestialstwo…

Zwiększone dawki witamin: C, B, D, cynku, magnezu. Zioła łagodzące kaszel. Dużo picia, najlepiej herbatek ziołowych. I bulionu. Prawdziwy bulion jest zbawienny i najlepiej pić go zawsze, nie tylko podczas choroby. Czyścić nos: na szklankę wody, płaska łyżeczka soli i 1/3 łyżeczka sody oczyszczonej. Stosować olejki eteryczne, gęsi smalec, wodę z imbirem, cytryną i miodem (ale nie cieplejsze niż 50°C). Temperatury podwyzszonej raczej nie zbijać, a jeśli będzie zbyt wysoka, można owinąć się chłodnym prześcieradłem wymoczonym w wodzie z solą. Taki okład może wyciągnąć toksyny i obniżyć gorączkę.

Należy unikać cukru, przejadania się, palenia papierosów i picia alkoholu, ćwiczeń fizycznych podczas choroby i gorących kąpieli. Stosowanie gorących inhalacji zaostrza katar i choroby zatok, tak jak chodzenie do sauny.

Podczas choroby należy zwyczajnie odpocząć i pomoc organizmowi odzyskać równowagę. Refleksolgia jest tutaj zbawienna. Jeśli nie macie siły masować własnych stóp, pracujcie na dłoniach.

Brak komentarzy

Rozmasowanie lęku

Gdy człowiek się czegoś boi, łatwiej nim manipulować. Powodowany lękiem, niczym w amoku, wykonuje polecenia, które rzekomo mają uchronić go przed czymś nieokreślenie strasznym. Większość z nas, była straszona przez nieodpowiedzialnych opiekunów. Robili to świadomie, po to by zmusić nas do posłuszeństwa i ograniczyć nam wolność. Nazywano to „wychowaniem’, przygotowując nas do ról, które mieliśmy odgrywać w społeczeństwie. Jako dzieci, często byliśmy „inwestycją”, która odpowiednio zmanipulowana, miała zapewnić wygodę tym, którzy nas karmili. Trzymani lękiem przed karą, za niewywiązanie się ze „zobowiązań”, ludzie robili to, co im kazano. Poza domem rodzinnym nie było lepiej. Już jako dzieci słyszeliśmy o piekle, do którego trafiało się za błahe przewinienia. Musieliśmy więc obnażać się przed facetami w czarnych sukienkach ze skrytych myśli, pragnień i pięknych uniesień oraz przyjemności, których zaznaliśmy. Nazywano je grzechem, za które miała grozić kara nieskończonej męki w piekielnym ogniu. Wszystko co było przyjemne, było nieczyste i wpajano nam to na każdym kroku. Wiedziano bowiem, że człowiek szczęśliwy jest nieposłuszny systemowi i omija zakazy, które manipulatorzy wyznaczyli, by go kontrolować.

Zbliża się Era Wodnika – czas oświecenia. Wielu z nas wyczuwa, jak nadchodzi jasność. Jesteśmy na kilka chwil przed wschodem słońca i zaczynamy dostrzegać brzask. Widzą to także ci, którzy chcą abyśmy odwrócili oczy od tego cudu i prześcigają się w pomysłach, jak nas wszystkich zastraszyć. Są groźni i mają władzę, którą wykorzystują na wszelkie sposoby. Robią nam wodę z mózgu i pokazowo unicestwiają największych oponentów. Wykorzystują media i pozwalają im przedstawiać świat, w jak najczarniejszych kolorach po to, byśmy ciągle czegoś się obawiali. Czegoś, co nie istnieje…

Lęk jest zawsze irracjonalny i wynika z wyolbrzymionych obaw na temat tego, co może się stać. Oczami wyobraźni ludzie widzą przerażające rzeczy i zdarzenia, dzięki czemu tracą zdrowy rozsądek i zdrowie. Chroniczny lęk prowadzi do licznych zaburzeń psychosomatycznych, a więc do wielu chorób, w tym nagłych i śmiertelnych. Zapisywany jest on też w aurze, lub jak kto woli w sieci neuronów i przekazywany z pokolenia na pokolenie, poprzez naśladownictwo (bardzo często nieświadome i nieproszenie). Memy potrafią przetrwać całe pokolenia i wyjść w postaci traum, zwłaszcza jeśli zgrupują się w mempleksy, czyli w grupy wzajemnie uzupełniających i często wzmacniających się memów. Czynnikiem wzmacniającym, może być podobna sytuacja do tej, zakodowanej w (pod)świadomości, jak na przykład obecny atak zbrojny Rosji na Ukrainę, odświeżający lęki naszych dziadków i babć. Dlatego część ludzi zaczyna zachowywać się tak, jak oni, na przykład robiąc irracjonalnie duże zapasy.
Historia po raz kolejny zatacza koło.

Bojąc się, część ludzi traci zdrowy rozsądek. Słysząc od trzech lat o kolejnych falach i wzrastających liczbach zakażeń, człowiek przestaje myśleć logicznie. Słysząc, że znów zmarło sto pięćdziesiąt osób, nie zdaje sobie często sprawy, że tak naprawdę danego dnia, zmarło o wiele więcej istot i że ta przykre zjawisko wydarza się codziennie. Ludzie umierają na świecie w każdej sekundzie, w każdej chwili, ciągle… Każdy kiedyś umrze, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Dlatego należy otrząsnąć się z irracjonalnych lęków i żyć, póki jest to fizjologicznie możliwe.

Klienci którzy do mnie trafiają, zazwyczaj niosą ogromny bagaż lęków i traum, z których wynika większość ich problemów zdrowotnych. Dlatego stworzyłem wiele niepowtarzalnych sesji refleksologicznych, uwalniających ludzi od ich własnych emocji. Refleksologia jest cudem – wierzę w to całym sercem, jednakże stosowana razem z terapią oddechową, świetlną i z medytacją, przynosi większe i szybsze korzyści. Jako refleksolodzy, naturopaci, bioenergoterapeuci z dowolnych szkół, powinniśmy dostosowywać swoje metody do potrzeb klientów i sytuacji, w której się znajdujemy. A większość osób odwiedzających nasze gabinety ma problemy wynikające z lęków, traum i stresu dnia codziennego. Dlatego nie wystarczy pochodzić po stopach, tylko znaleźć przyczynę i ją „rozmasować”. Czasami wystarczy dłużej porozmawiać, innym razem przytulić. Zdarza się, że trzeba potrząsnąć lub znaleźć inny, pasujący klucz, który odblokuje energię w czakrze, która nie działa prawidłowo. Wdzięczność na twarzy waszych klientów zapisze się w waszych wspomnieniach i przyczyni się do waszego szczęścia. Pamiętajcie o swoim powołaniu i o tym, że możecie być silni i nieustraszeni!

Brak komentarzy

JAKIE WARUNKI POWINIEN SPEŁNIAĆ REFLEKSOLOG.

Często, gdy organizuję warsztaty refleksologiczne, pada pytanie „czy trzeba spełniać jakieś wymagania”, żeby dostać się na kurs. Pytający mają zazwyczaj na myśli wcześniejsze doświadczenie lub ukończone kursy, nie myśląc w ogóle o predyspozycjach do wykonywania danego zawodu. A przecież nie ma nic ważniejszego od zamiłowań i popędów, bo to one, gdy zrealizowane, przemieniają się w spełnione marzenia. Tak więc, gdy pada takie pytanie, wiem że kandydat nie spełnia swoich marzeń, tylko próbuje (z różnych pobudek) zdobyć nowe umiejętności. Czasami motywują go chorzy członkowie rodziny, czasami bodźcem jest perspektywa nowej pracy, zdarza się też, że inspiracją jest chęć poznania nowych ludzi lub w najgorszym wypadku nuda.

To nie są wystarczająco dobre powody. Wybór zawodu powinien wiązać się z pasją, chęcią rozwoju i radością z wykonywania danej pracy. W innym wypadku, życie zawodowe stanie się koniecznością, a praca po godzinach, wyniszczającym koszmarem. Nie życzę nikomu, żeby był refleksologiem z przymusu, albo nawet z przypadku, czy nierozsądnego wyboru. Wyobrażacie sobie dotykać stóp przez kilka godzin dziennie i nie widzieć w tym wyższego znaczenia? Albo masować stopy obcych ludzi, bo na tym polega ten zawód? Koszmar!

Pracując w instytucje opieki psychiatrycznej, miałem wielu pacjentów. Byli to dorośli ludzie, którzy nie potrafili dbać o siebie i swoje potrzeby. Raz na sześć tygodni odwiedzał nas pan podolog, który (wydawało mi się) wykonywał swoją pracę za karę. Był wyraźnie nieszczęśliwy i patrzył na stopy pacjentów z wyraźnym obrzydzeniem. Współczułem mu patrząc jak się męczy i nawet raz, zupełnie niewinnie zapytałem, czemu wybrał taki właśnie zawód. Odpowiedź wcale mnie nie zaskoczyła. Wiele lat wcześniej, Urząd Pracy ( w Wielkiej Brytanii) skierował go na bezpłatne szkolenie, rozpoczynając nowy rozdział w jego życiu. Ot, cała historia.

Refleksolog powinien być dobrym człowiekiem. I nie chodzi mi tutaj o przyklejony uśmiech lub przesadną miłość do wszystkich istot we wszechświecie, ale o zwykłą ludzką uczciwość, tolerancję i nieszkodzenie tym, których się nie rozumie. Chęć niesienia pomocy powinna być głównym motywem wyboru tego zawodu, a ciekawość ludzi i otaczającego nas świata jedną z dominujących cech kandydatów na refleksologów. Cechami drugorzędnymi powinny być mądrość i współczucie, zainteresowania medycyną naturalną oraz chęć rozwoju i uczenia się nowych rzeczy. Bardzo ważna jest otwartość umysłu, skłonność do radości, pozytywny i otwarty charakter i wnikliwość, bez której trudno rozwiązać nawet proste problemy. Miłość do drugiego człowieka jest również niezbędna.

Jeśli miałbym powiedzieć, jaki nie powinien być refleksolog, to pierwszą cechą przychodzącą mi do głowy jest zawziętość. Upór też nie jest wskazany, ani zapalczywość. Czasami spotykam ludzi dumnych, zadufanych w sobie. Kiedyś, będąc na spotkaniu refleksologów i naturoterapeutów w Londynie roześmiałem się takiej jednej pani w twarz, bo tak mocno zachwyciła się sobą, że straciła kontakt z rzeczywistością. Pamiętam, że nie mogłem zrozumieć, jak można wpaść w samouwielbienie dzięki masowaniu stóp. W Azji uważają, że jest to jeden z najgorszych zawodów… I to mnie właśnie rozbawiło.

Kocham swój zawód i widzę w nim ogromny potencjał. Mam fiksum-dyrdum na punkcie medycyny naturalnej i czuję kontakt z otaczającymi mnie ludźmi i przestrzenią. Uwielbiam odkrywać nowe rzeczy i gdy okazuje się, że moje nowe metody działają, nie mogę spać z podniecenia. Albo gdy ludzie dzwonią do mnie kilka dni po sesji, by jeszcze raz podziękować. Mało rzeczy cieszy mnie bardziej. Uwielbiam ten moment, gdy widzę jak wyładowania w aurze człowieka zaczynają się uspokajać i jak ciało się rozluźnia. Na twarz wchodzi wtedy delikatny uśmiech, a puls i oddech się wyrównują. Wtedy wiem, że pomagam i że ciało klienta zrozumiało moje sygnały. Wtedy i na mnie spływa błogość. Zamykam wtedy oczy i pracuję dalej w skupieniu.

Łączę metody. Stworzyłem wiele nowych sesji, nadając im imiona. Sprawia mi ogromną radość dzielenie się nimi z innymi ludźmi, a największe zadowolenie pojawia się gdy słyszę „Frederick, to naprawdę działa”. Wtedy się spełniam i nabieram nowych sił do działania. Rozwijam skrzydła i daję z siebie jeszcze więcej.
Więc tak – zapisując się na warsztaty, powinno spełniać się przynajmniej jedno wymaganie. Trzeba pragnąć własnego rozwoju, poprzez uszczęśliwianie innych. Nic więcej.

1 komentarz